Error. Page cannot be displayed. Please contact your service provider for more details. (18)

Państwo Iwana Groźnego oczami papieskiego wysłannika.

Państwo moskiewskie Iwana IV Groźnego oczami papieskiego wysłannika.

 

  

Wielu z nas interesuje się dawnymi wiekami, okresem świetności Rzeczypospolitej, w tym II połową XVI wieku- czasami rządów i wypraw wojennych JKM Stefana Batorego. 

Sprawy nasze wewnętrzne są ważne, ciekawe i chcemy je odkrywać. Jednak równie istotne jest to, z kim wówczas daleko na wschodzie i północy graniczyliśmy, z kim przyszło naszym rycerzom walczyć. Moskwa i Wielkie Księstwo Moskiewskie jest przypadku krajem tym bardziej interesującym, że nieco tajemniczym, zamkniętym i jakże odmiennym.

Z tego też względu w naszym serwisie tyle jest materiałów nie tylko o ówczesnej Polsce i jej rycerstwie, ale również o naszym wielkim wschodnim sąsiedzie. Dlatego też powstał i ten kolejny tekst. 

 

O tym jest ten artykuł, przedstawiający państwo moskiewskie oczami papieskiego wysłannika Antonio Possevino, którego to spostrzeżenia i opinie przedstawiam poniżej w formie cytatów. To unikalna relacja naocznego świadka, rozmówcy Wielkiego Księcia Iwana IV.

  

Antonio Possevino podczas wojen polsko- moskiewskich, okresu panowania Stefana Batorego został wysłany przez papieża, na prośbę samego Wielkiego Księcia Ivana IV, by prowadzić pertraktacje między zwaśnionymi stronami. Stało się to po tym, jak pierw Moskwa zagarnęła Inflanty oraz inne ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego, a następnie w wyniku trzech wypraw wojennych król Stefan Batory je odzyskał. Główna część relacji Possevino przypada na czas oblężenia przez Polaków i Litwinów Pskowa. Interwencja Possevino wręcz powstrzymuje szturm i zdobycie miasta, by ułatwić negocjacje między stronami, które odbywały się w Jamie Zapolskim i Kiwerowej Górze na przełomie 1581 i 1582 roku.

 

 

 

 

 

O tym jednak pisałem w innym miejscu, w materiale o rozejmie w Jamie Zapolskim.

Te wszystkie kwestie opisywał Possevino w swoim dziele „Moscovia”, na którym teraz się opieram i przytaczam.

Antonio Possevino poza mediacją między Królem Stefanem, a Wielkim Księciem Iwanem IV, jako wysłannik papieski próbował także nakłonić księcia moskiewskiego do odstąpienia od schizmy i podporządkowania kościoła moskiewskiego stolicy apostolskiej w Rzymie i papieżowi. Tę próbę Possevino wg niektórych o mało nie przypłacił życiem, ale o tym w następnym odcinku, który zapewne niedługo się ukaże.

 

 

A tymczasem…:

 

 

 

Pierwsze spostrzeżenia Possevino odnośnie państwa moskiewskiego, jako wysłannika kościoła rzymskiego, związane są z sytuacją kościoła wschodniego na tej części Rusi, która była pod panowaniem Wielkiego Księcia Moskiewskiego.

 

 

 

 

Za sprawą podbojów księcia Iwana i wcześniejszym, państwo moskiewskie rozciągało się na ogromnych jak na owe czasy przestrzeniach, od Kaukazu i morza Kaspijskiego na południu, po tzw. Ocean Lodowaty, na północy, od Inflant na zachodzie, daleko na wschód.

Mimo tak dużej powierzchni, państwo to posiadało tylko 11 biskupstw. Najważniejsze z nich rzecz jasna znajdowało się w Moskwie, „którym kieruje metropolita, zajmujący pierwsze miejsce wśród innych biskupów. Biskupstwem w Rostowie i Wielkim Nowogrodzie kierują dwaj arcybiskupi, biskupstwami w pozostałych miastach: Kortizie [klasztor kruticki], Riazaniu, Kołomnie, Suzdalu, Kazaniu, Wołogdzie, Twerze, Smoleńsku – biskupi”.

 

 

„Jakkolwiek godność metropolity moskiewskiego była niegdyś zatwierdzana przez patriarchę konstantynopolskiego, to jednak nigdy nie została uznana przez obecnego księcia [Iwana IV], co więcej – wielu pełniących tę służbę ucierpiało, a nawet zostało zabitych, albo odesłanych do klasztoru. Jak się zdaje, nie zwracano się już o podobne potwierdzenie od chwili, kiedy Wasyl, ojciec obecnego księcia, wtrącił do więzienia kapłana greckiego, którego zażądał od patriarchy konstantynopolskiego. Kapłan ów widząc, jak mieszkańcy Moskwy odchodzą nie tylko od łacińskich, lecz także greckich dogmatów i liturgii, odważnie wyrzucał to Wasylowi. Wtrącony do więzienia, nigdy stamtąd nie wyszedł. Od tego czasu metropolitę mianuje książę, konsekrują go dwaj lub trzej biskupi”.

 

 

Działo się tak, ponieważ po upadku Konstantynopola i poślubieniu przez Wasyla III Zofii Paleolog- bratanicy ostatniego cesarza Konstantynopola, w Moskwie uznano, że ich państwo stało się spadkobiercą Bizancjum i chrześcijaństwa wschodniego.

Biskupi bez zgody księcia nie mogli podjąć żadnej istotnej decyzji i działania.

I choć książę nie zwracał się do patriarchy konstantynopolskiego o zatwierdzenie metropolity, co roku posyłał mu złote monety w formie jałmużny.

Biskupi nie mieli w zwyczaju wizytować i kontrolować swoich diecezji, „ponieważ książę uznałby to za rzecz podejrzaną”.

 

„Jednak w niektórych miastach ustanawiają co roku jakichś ludzi świeckich…, których zadaniem jest śledzenie życia popów (kapłanów) i innych. Jeśli jakiś kapłan dopuści się występku, zazwyczaj ludzie ci wymierzają mu karę pieniężną”.

 

 

„Wszyscy ci duchowni , także zakonnicy (których klasztory mają jakąkolwiek regułę i ubiór) wskazują zadziwiający brak religijnego wykształcenia, do tego stopnia, że niektórzy nawet nie potrafili odpowiedzieć, gdy ich o to pytałem, kto jest twórcą ich reguły. Posiadają natomiast jakąś znajomość dzieł świętego Bazylego”.

 

 

„Charakter błędów, w które uwikłali się Moskwicini, można tłumaczyć tym, że przed 500 laty Włodzimierz (Wielki), książę moskiewskie (kijowski), przejął wiarę chrześcijańską od schizmatyków. Ciesząc się bowiem tą wiarą i uważając ją za wielkie dobro, uwierzyli łatwo we wszystko, co im Grecy [z Konstantynopola] (zazdrośni o rzymską chwałę i pobożność) naopowiadali o łacinnikach. Wychowani w tej opinii od młodych lat, czytając zafałszowaną kronikę i nie mając nikogo, kto by im te oszczerstwa z umysłów wyrwał, czuli wielką niechęć do katolików”.

 

 

„Przeto za największą obelgę uważają powiedzenie: „Obyś należał do wiary łacińskiej”.

 

 

„Jeśli zaś widzą, że prości ludzie czczą obraz, przed którym modlą się również katolicy, powiadają: „Nie czcij, ponieważ ci nie są naszej wiary”.

 

 

 

 

Antonio Possevino o władcy moskiewskim- Wielkim Księciu Iwanie IV…

 

 

 

„Jeśli chodzi o tytuły królewskie, a nawet cesarskie, to książę nie stara się o nie nigdzie indziej, ponieważ sam je sobie przywłaszczył. Niektórych znakomitych władców przekonał tym, że nazywał się w listach bratem cezara, tj. carem, albo królem, albo cesarzem Kazania i Astrachania…. Nie powinno się go jednak tytułować panem Wszechrusi – tylko Rusi, ani dziedzicem Inflant lub podobnie, żeby w ten sposób nie naruszyć cudzych praw”. 

 

 

 

 

„Moskwicini mają o swoim władcy tak wysokie wyobrażenie, przekazywane z ojca na syna, że zapytani, często odpowiadają: „To wie tylko sam Bóg i Wielki Pan (książę). Nasz Pan wie wszystko. On jednym słowem potrafi usunąć wszystkie trudności i przeszkody. Nie ma religii, której liturgii i dogmatów by nie znał. Cokolwiek posiadamy, gdy się nam dobrze powodzi, gdy jesteśmy zdrowi – zawdzięczamy łaskawości Wielkiego Pana”.”

 

 

„Ów to wyobrażenie o sobie u swoich poddanych z nadzwyczajnym sprytem podtrzymuje, chcąc uchodzić za mającego najwyższą władzę religijną, a zarazem za cesarza.”

 

 „Zaś swój – arcykapłański bardziej niż królewski – majestat podkreśla przez swój strój w czasie wspólnych zebrań i przy innych okazjach. Ktoś zauważył, że to wszystko jest zapożyczone od greckich patriarchów i cesarzy – to, co przedtem odnosiło się do kultu Bożego, miało podnieść chwałę władcy. Gdy bowiem siedzi na tronie ma w pobliżu siebie, lub nosi na głowie, tiarę (czapkę Monomacha) bogato zdobioną perłami i drogimi kamieniami, i to nie jedną (dla pokazania swego bogactwa często ją zmienia i mówi, że otrzymał ją z Bizancjum).”

 

 

„Ponieważ książę uważa się za jedynego pana i dziedzica wszystkich prowincji i tego, co w nich jest, więc dobra i majątki ziemskie daje komu chce; komu zaś i kiedy chce zabrać, zabiera. To  także sprawia, iż Moskwicini nie odchodzą od swojej schizmy i na wojnę idą bez wynagrodzenia. Są zaś tak zależni od woli księcia, że dokądkolwiek ich wysyła, tam spiesznie przybywają, czynią to nie ze względu na siebie, ale ze względu na swoje dzieci, którym, jeśli się czymś zasłużyły one lub ich rodzice, władca zostawia cały majątek lub jego część”.

 

 

 

 

„W ten sposób książę chce być absolutnym panem nie tylko dobytku i ciał, lecz także dusz i myśli”.

 

 

„Ponieważ zaś chce wszystko wiedzieć, co się dzieje pośród poddanych, nikt nie śmie nawet ust otworzyć, a jeśli już coś powie, to albo dla zjednania sobie łaski, albo dla uniknięcia kary”.

 

 

„Wyjechać za granicę żadną miarą nie wolno bez jego wiedzy i pozwolenia. I chociaż kupcy innych państw jeżdżą do Moskwy, to spośród Moskwicinów za granicę jedzie tylko ktoś przez niego posłany. Nie wolno nawet posiadać statków, aby nie było możliwości ucieczki, lub zawierać ścisłej znajomości z cudzoziemcami, aby z tego nie wynikła jakaś szkoda dla księcia. Nieufność ta i podejrzliwość idzie tak daleko, że posłom moskiewskim wysyłanym do książąt chrześcijańskich nie wolno rozmawiać z posłami, których wzajemnie ci ostatni wysyłają do wielkiego księcia moskiewskiego”.

 

 

„…posłom [zagranicznym] przeznacza się w mieście Moskwie wygodne kwatery, całe są one otoczone tak wysokim płotem, że stamtąd nie można zobaczyć żadnych domów, ani w ogóle z nikim rozmawiać…”.

 

 

„Ilekroć książę rozmawia z posłami zagranicznymi, tylekroć po ich odejściu umywa ręce w celu oczyszczenia w pozłacanej misie, umieszczonej na oczach wszystkich na ławie. Przez takie postępowanie dworzanie i pozostała szlachta, która ma zwyczaj często zbierać się wspólnie, tak są utwierdzani w swojej schizmie i odrazie dla nas, chrześcijan…”

 

 

„Miałem jednak nadzieję, że w niedalekiej przyszłości inni książęta chrześcijańscy albo zaprotestują przeciwko temu w Moskwie, albo nie będą wysyłać swoich posłów, aż książę zaprzestanie tej obrzydliwej ablucji”.

 

 

 

Realia w Wielkim Księstwie Moskiewskim za czasów Iwana IV.

 

 

 

 

„…Lekarzom, których jest dwóch w całym państwie – jeden Włoch,  

a drugi Flamand – nie wolno odwiedzić chorego bez pozwolenia księcia”.

 

 

 „Nie ma też żadnych szkół średnich, ani Akademii, lecz tylko szkoły, w których chłopcy uczą się czytania i pisania na Ewangeliach, Dziejach Apostolskich, kronice którą mają i jakichś homiliach…”

 

 

„Jeśliby  zaś ktoś okazywał zamiar zdobycia większej wiedzy w dziedzinie literatury lub chłonięcia innej nauki, ten naraziłby się na podejrzenie i nie uszedłby bezkarnie. Takie postępowanie wielkich książąt moskiewskich ma na celu nie tyle usunięcie źródła herezji, która stąd mogłaby powstać, ile przede wszystkim niedopuszczenie, by ktoś był od władcy bardziej uczony i mądrzejszy”.

 

 

 

„Z taką religijną (jakby można powiedzieć) czcią wszyscy siedzący przy stole powstają ilekroć władca pije czyjeś zdrowie albo posyła potrawę, aż wydaje się, że nic nie mają ważniejszego do roboty niż tak pozostać, płacić mu nieustanny trybut uwielbienia i ofiarowywać prawie ustawicznie ofiarę ze swych dusz”.

 

 

„Jeśliby ktoś, nawet cieszący się dowolnie wielkim autorytetem, dopuściłby się wielkiego przestępstwa (lub takiego, którego wydawałoby się wielkim), ten na rozkaz lub za zgodą księcia jest skazany na śmierć – zwykle przez utopienie lub bicie. I nie uważa się tego za hańbę, ba, nawet poddani chłoście dziękują księciu”.

 

 

 „…gdy często posłowie księcia przybywali w sprawie zawarcia pokoju czy rozejmu do Wilna i do innych prowincji Królestwa Polskiego dowiadywali się, że istnieją tam różne sekty heretyków, w które to miasto obfituje. Z tego powodu mówią o Polakach, że w co rano wierzą, temu wieczorem zaprzeczają. Twierdzą, że tacy są katolicy, także król Stefan”.

 

 

„Jeśli chodzi o msze i nabożeństwa, to odprawiane są po rusku lub raczej w języku moskiewskim, który jest zupełnie taki sam, jakiego używają Rusini, poddani króla polskiego".

 

 

„Wszelkie zaś książki Moskwicini przepisują, a drukują tylko po uprzednim przedstawieniu tekstu samemu księciu, w mieście, które nazywa się Słoboda Aleksandrowska, gdzie jest drukarnia…”

 

 

„Język słowiański znają jedynie na tyle, na ile jest on pokrewny polskiemu, ruskiemu i innym tego rodzaju językom. Kiedy do Moskwy wysłałem kapłana Słowianina, ten szybko pojął dużą część mowy moskiewskiej, podczas kiedy widać było, że Moskwicini z większą trudnością rozumieli język słowiański. Ponieważ więc znają oni tylko język ruski – nie mogą korzystać z języka greckiego, jak również z akt soboru florenckiego, wydanych po grecku, które wręczyłem księciu…. Nie ma bowiem nikogo, kto by władał językiem greckim. Ale w zeszłym roku przybyli z Bizancjum jacyś Grecy, którzy z polecenia księcia uczą greki jednego Moskwicina, aby mógł podjąć się roli tłumacza tego języka. Sądzę jednak, że uczą go języka zepsutego, używanego przez dzisiejszych Greków, a nie dawnego, czy tego, w którym Ojcowie starożytni pisali książki i akta soborów.”

 

 

„Mają też Moskwicini bardzo mało znających język łaciński, ich liczba oprócz wyżej wymienionych lekarzy, nie przekracza trzech; wszyscy są Polakami… Dwaj z nich przed wieloma laty przybyli z Polski… trzeci zaś… przed trzema laty…”

 

 

„Lud poza świętem Zwiastowania, nie ma dnia wolnego od pracy – pracuje w niedziele i wszystkie pozostałe dni świąteczne, (nie wyłączając dnia Zmartwychwstania). Tłumaczy sobie bowiem, że obowiązek częstego uczęszczania na msze i do cerkwi należy tylko do szlachty. … Najwytrwalsi w postach i wstrzemięźliwości od mięsa oraz mleka, rzadko chodzą do cerkwi”.

 

 

„Kobiety i panny ze stanu szlacheckiego prawie nigdy nie uczęszczają do cerkwi, chyba że gdy przyjmują Eucharystię, a to w czasie Wielkanocy”.

 

 

„Chorzy lekarstw nie używają prawie żadnych poza napojem z wina palonego lub wody, w której zanurzają relikwie świętych, lub leczą się pokropieniem wodą poświęconą przez modlitwy kapłanów…”.

 

 

„…także chorzy w nadziei, że dzięki temu wyzdrowieją, są zanurzani w wodzie przez wykopaną w lodzie przeremblę”.

 

 

 

 

Ludność, miasta i twierdze.

 

 

 

 

 

„Miasta, które z powodu liczby ludności i znaczenia Moskwicini uważają za sławniejsze, to: po tej stronie Donu – Moskwa, Smoleńsk, Nowogardia czyli Nowogród, Psków, Twer, dalej na północy Wołogda, na wschodzie zaś Kazań i Astrachań…. Oprócz tych wymieniają jeszcze Jarosław i Słobodę Aleksandrowską oraz jakieś inne, podobne, które właściwie można byłoby uznać za miasteczka, gdyby nie miały dużych fortec w rodzaju takich, jakie buduje się w tej części świata.”

 

 

„Doprawdy dziwne jest to, że niektórzy przypisują im setki tysięcy ludzi niższego stanu i dziesiątki tysięcy z wyższego stanu, których nazywają bojarami”.

 

 

„Ja sądzę, że niedostatecznie jeszcze zrozumiano znaczenie gromadzenia przez wielkiego księcia ludzi i umieszczania ich w głównych twierdzach i miejscach bardziej wzniesionych, gdzie posłowie panujących przyjmowani są z najwyższymi honorami. Autorzy tych relacji wspominając sprawy tak bardzo od nas odległe upiększyli prawdę. Zapewne mniej odeszli od prawdy kiedy napisali, że przed epoką naszych rodziców Moskwicini mniej prowadząc wojen, mniej dotknięci przez choroby i nie tak zdziesiątkowani przez rzezie, w mniejszej liczbie obsadzani w zamkach, nie pozostawili potomnym tak ogołoconych domów".

 

 

 „Tymczasem i zaraza, która jak wieść niesie, nigdy przedtem dzięki siarczystym mrozom i olbrzymim obszarom nie grasowała w Moskwie – zabrała wielu ludzi. Także liczne wojny, kaźń wielu tysięcy ludzi, nieustanne napady Tatarów i spalenie przed dwunastu laty stolicy [dziesięciu- w maju 1571], doprowadziło księcia do takiego położenia, że można było mówić nie tylko o osłabieniu, lecz o prawie zupełnym wyczerpaniu jego sił. Jest rzeczą pewną, że nieraz można było przejść w jego państwie 300 tysięcy kroków i nie spotkać ani jednego człowieka; były wprawdzie wsie, ale puste. A jednak zaorane pola i młode drzewka, które wszędzie rosły świadczyły o licznych niegdyś mieszkańcach. Natomiast regiony położone na północ od Moskwy mają nadzwyczaj wielu mieszkańców z tego powodu, że są wolne od najazdów tatarskich i mają zdrowszy klimat…”.

 

 

„Olbrzymie przestrzenie ciągnące się między Kazaniem i Astrachaniem są zaiste najrzadziej zaludnione, tak że ci, którzy w tę lub tamtą stronę posłani zostali przez samego księcia, często wiele miesięcy utrzymują się przy życiu bez chleba, tylko z tego, co złowią lub upolują.”

 

 

„W każdym razie jest pewne, że siedziba wielkiego księcia moskiewskiego, którą jest Moskwa, nie ma dzisiaj więcej niż 30 000 mieszkańców licząc dzieci i kobiety. Chociaż bowiem przybywającemu miasto z daleka wydaje się wielkie, to jednak gdy się ów zbliży (nie mówiąc o wejściu do środka) zauważy, że same domy zajmują wiele przestrzeni, także szerokie ulice i liczne place, tak samo otoczenie świątyń (które, jak się zdaje, zostały wzniesione raczej dla ozdoby miasta niż dla kultu religijnego, ponieważ prawie cały rok większość z nich jest zamknięta). I w rzeczy samej Moskwa była jeszcze za panowania tego księcia szczęśliwsza i bardziej ludna, lecz gdy w roku siedemdziesiątym tego wieku została spalona przez Tatarów, a jej mieszkańcy w większości zginęli w pożarze, obszar miasta uległ zmniejszeniu. Są jeszcze ślady obszerniejszych murów – gdzie przedtem liczyły 8 do 9 tysięcy kroków długości, teraz osiągają zaledwie 5 tysięcy. Woły, krowy i inne tego rodzaju zwierzęta, prowadzone codziennie na pastwiska, trzymane są w domach, z których większość otoczona ogrodami i płotami z wikliny przypomina nasze domy wiejskie.”

 

 

„Lecz kiedy przybywają posłowie, spędza się na rozkaz księcia wieśniaków, którzy(…) powiększają liczbę mieszkańców”.

 

 

„Lecz dwie twierdze [Kreml i Kitaj- gorod] w Moskwie, przylegające jedna do drugiej, przedstawiają się nieco okazalej. Jedną zdobi kilka pięknych świątyń murowanych (inne świątynie w mieście są drewniane) i pałac księcia, druga – nowe sklepy, znajdujące się na jednej ulicy w zależności od oferowanego towaru. Sklepy te jednak są malutkie, jeden bowiem sklep w Wenecji mógłby pomieścić w sobie więcej towarów, niż znajduje się na całej ulicy w Moskwie”.

 

 

„Miasta Smoleńsk, Nowogród i Psków, według mnie, mają w czasie pokoju najwyżej 20 tysięcy mieszkańców każde.”

 

 

 „Dzisiejsze twierdze i warownie w państwie moskiewskim różnią się od twierdz dawniejszych i nie wszystkie są bronione w ten sam sposób. Jedne zbudowane są z kamienia i z cegły jak te dwie, które bronią miasta Moskwy, i te, które są w Nowogrodzie i Pskowie oraz Porchów, Starica i Słoboda Aleksandrowska, część umocnień Jarosławia, twierdza, która leży na Jeziorze Białym, oraz pozostałe tego rodzaju warownie. Inne otoczone są wałami wzmocnionymi palisadą. Taki właśnie jest wał w Smoleńsku, taki jak w Moskwie, odnowiony po zniszczeniu przez Tatarów. Reszty miast bronią belki ułożone w czworobok, którego środek wypełnia się ziemią lub piaskiem. Powstrzymuje to najazd i niszczenie, nie powstrzymuje ognia, przed nim niekiedy smaruje się belki gliną”.

 

 

„W Moskwie Wasyl, ojciec obecnego księcia, kazał postawić dwie twierdze, które zbudowali architekt z Mediolanu i budowniczowie włoscy. Na dowód zaś wyryli napis łaciński nad bramą twierdzy pod obrazem Najświętszej Dziewicy. Mury są wysokie, wieże ustawione wszędzie naokoło tak, że jest to dzieło godne króla. To samo można zobaczyć w Nowogrodzie, lecz w samej twierdzy oprócz świątyni, niedaleko której jest siedziba arcybiskupa, nie ma prawie żadnych innych domów.”

 

 

„Psków ma mury z kamienia, którego dostarcza koryto rzeki, i baszty, następnie przeprowadzono przez środek miasta drugi mur mający kształt prawie trójkąta oraz trzy wznoszące się przy murze twierdze. Miasto zatem posiada wyjątkową siłę obronną. To właśnie dawało oblężonym siły, zaś oblegającym przysparzało troski i trudności”.

 

 

„Natomiast do Porchowa, mającego jedną wieżę, w której jest brama, można się dostać w dowolnym innym miejscu za pomocą drabin. Jeśliby zbliżyli się wrogowie, nie ma przeciw nim żadnej obrony z powodu braku innych wież, z których można by zaatakować zbliżającego się nieprzyjaciela. Jedyną metodą obrony jest walka wręcz na wałach, albo ciskanie z wałów oszczepów i kamieni. Uzbrojenie innych twierdz jest prawie takie samo".

 

 

 „Natomiast wały Smoleńska, które z jednej strony oblewa Dniepr, następnie potrójne umocnienia, wreszcie twierdza wraz z cerkwią położona na wzniesieniu, dałyby się mocno we znaki oblegającym. Sam wał pełen jest niewielkich, umieszczonych w małych odstępach otworów, w których można umieścić mniejsze armaty w razie jakiegoś napadu”

 

 

„Załogi twierdz chociaż ustępują Polakom w otwartym polu, za to lepiej bronią samych warowni i miast. Często nawet kobiety biorą na siebie obowiązki żołnierzy – gdy trzeba przynosić wodę do gaszenia ognia lub gromadzić i zrzucać z wałów wielkie kamienie, lub ciskać zaostrzone drągi, które w tym celu trzymają w rękach – w ten sposób pomagają swoim i działają na zgubę nieprzyjaciela. Dalej, jeśli ktoś z załogi padnie od ciosu nieprzyjaciół lub w wyniku eksplozji wyleci w powietrze, zaraz zajmuje jego miejsce inny, a często tego następny – jednym słowem nikt nie żałuje trudu ani życia".

 

 

„Zahartowani na zimno często przed nim oraz przed deszczem, śniegiem i wiatrem kryją się tylko pod wiązką gałęzi lub płachtą rozpostartą na wbitych kijach. Także na głód są bardzo wytrzymali, zadowalają się wodą zmieszaną z mąką owsianą, co smakuje prawie jak ocet jako napojem i chlebem jako pożywieniem…. Na tym polega właśnie ich siła, dzięki której są zdolni do największego bohaterstwa. Z drugiej zaś strony hołdują zasadzie, aby nawet posiadając siłę ustępować licznym wrogom, albo w ogóle męczyć ich swą wytrwałością i dokładnością”.

 

 

 

 

Inne zasoby księcia moskiewskiego.

 

 

 

 

„Ponieważ wszystko należy do tego jednego władcy – miasta, miasteczka, wsie, domy, pola, ogrody, lasy, jeziora, rzeki, honory i godności – nic w tym ogromnym państwie nie może przewyższać jego bogactwa i potęgi.

Można sądzić, że dawnie bogactwo to było jeszcze większe, gdy nie niepokojony przez wojsko swobodniej rozwijał się handel i Inflanty kwitły, a żegluga po Morzu Bałtyckim była bardziej ożywiona. Kiedy te sprzyjające warunki ustały lub wszystko zostało uszczuplone, z konieczności zmniejszyły się też zasoby, chociaż majestat panującego na tym nie ucierpiał, a bogactwo jego było jeszcze ogromne.

Wszystkie złote wyroby, czy samo złoto, które sprowadza się do państwa moskiewskiego, władca, jak może, wykupuje i prawie nigdy nie pozwala na ich wywóz. Nie wywozi się też stąd prawie nigdy srebra, chyba że na wykup jeńców lub dla wynajęcia cudzoziemskiego żołnierza, co jednak rzadko się zdarza.

Zamiast pieniędzy Moskwicini posługują się futrami i skórami, a gdy gdzieś jadą zabierają zwykle żywności ze sobą.

Jeśli zaś posłowie powracający skądś przywożą złote lub srebrne wyroby, otrzymują za to jakąś sumę w srebrze lub nawet nic, a wszystko zabiera książę do swego skarbca.”

 

 

„Jakiś Tatar, który podczas podboju Kazania, przyjął ruski obrządek i schizmę, a także udowodnił swą wierność księciu, otrzymał od niego miejscowość Kołomnę i niektóre inne. Zachował też część własnego terytorium, lecz prawie całą władzę sprawuje tam wielki książę, prócz ściągania niektórych opłat. Ale i to może książę odebrać, kiedy zechce”.

„Jeśli komuś przyznaje się wsie i pola, to nie przechodzą one na potomnych, chyba że prawo to potwierdzi książę, któremu wieśniacy płacą daninę z płodów rolnych i dają swą pracę, tak jak to czynią na rzecz swego pana. Resztę, jakkolwiek małą, zachowują na swoje utrzymanie lub zużywają. Z tego powodu właściwie nikt nie może siebie uważać za właściciela czegokolwiek i (chcąc nie chcąc) zależy od woli księcia.”

„Jeśli kto posiada więcej, tym bardziej czuje się zależny; bogatszy zaś większy odczuwa strach o siebie, ponieważ często wszystko przepada na rzecz księcia. Dlatego też czy to dla wygody, czy to z ostrożności, nikt nie śmie pisnąć słówka. Wszelkim zaś spiskom przeciwdziała się przez przenoszenie rodzin bądź ludzi w różne miejsca – jest to raczej wyganianie niż wysyłanie. Nawet w wypadku podejrzenia o spisek mordowano ludzi wraz z synami, córkami i poddanymi wieśniakami, całkiem niewinnych”.

 

 

 

„Jeśli chodzi o lasy, jeziora i rzeki, to z pochodzących z nich drogocennych futer i ryb, których jest bez liku, większą część dostaje książę…. Towary książęce mają pierwszeństwo sprzedaży i nikt nie może sprzedać swego towaru, dopóki się nie sprzeda towaru książęcego”.

 

 

„Mianowani pisarze czy sekretarze… nie tylko w pałacu księcia z wielką starannością wypisują kwity, lecz także w poszczególnych prowincjach bezwzględnie ścigają wszystkie należności i przekazują je skarbnikowi cesarskiemu”.

 

 

„Wszyscy Moskwicini oddają władcy taką część, jakiej nie można sobie wyobrazić. Często dają głośny wyraz – nawet jeśli w to nie wierzą – temu, że od niego mają życie, zdrowie i wszystkie dobra doczesne, że wszystko zawdzięczają łasce Bożej i łaskawości wielkiego cara, czy to króla, czy to imperatora. Nawet torturowani i bliscy śmierci czasem wyznają, że wyświadczono im dobrodziejstwo. Można by sądzić, że naród ten raczej zrodzony jest do niewoli, niż został takim uczyniony gdyby nie to, że większość Moskwicinów zdaje sobie sprawę z owej niewoli, wie, że gdyby uciekli gdzie indziej, ich dzieci zostałyby natychmiast zabite, a dobytek skonfiskowany. Od dzieciństwa przyzwyczajani do takiego życia, przybrani jakby drugą naturę – wychwalają najbardziej swego księcia i głoszą że mogą żyć i czuć się dobrze tylko wtedy, gdy żyje i dobrze się czuje władca…”

 

 

„… Jednak niektórzy, bystrzej myślący, gdy nie ma nikogo, czyjego donosu baliby się i mają okazję zwiedzać obce kraje, bez trudu dostrzegają bogactwo i siłę innych narodów.”

 

 

 

To już koniec przynajmniej tej części relacji z państwa Iwana IV Groźnego.

Ciekaw jestem wrażeń… Czy było "groźnie", jak na Iwana przystało?

Niektóre czy wręcz większość doniesień Possevino jest zdumiewająca, przerażająca.

Niezwykłe, w jakiej izolacji władca utrzymywał całe państwo, jaką miał pozycję wobec swojego ludu. Czy w takich warunkach państwo to mogło rozwijać się normalnie, bez jakiejkolwiek swobody jego mieszkańców?

Tak było cztery i pół wieku temu. Wiele się zapewne zmieniło, ale czy pewne doniesienia Antonio Possevino nie wydają się jakoś dziwnie znajome?

 

 

Mam nadzieję, że nie tylko pojedynczy czytelnicy dotarli do końca i mogą się nad tym zastanowić. 

 

 

 

Opracował

Bartosz Siedlar

Wiadomości