Error. Page cannot be displayed. Please contact your service provider for more details. (8)

Wawel, Smoleńsk, wóda i bolszewicy, czyli polskie piekiełko.

Wawel, Smoleńsk, wóda i bolszewicy, czyli polskie piekiełko.

 

Nie zamierzamy być jak kresy.pl czy kresy24.pl, ale czasem i bieżące albo dosyć współczesne, ocierające się o politykę tematy trzeba poruszyć. Tak też czynimy/ czynię tym razem.
Szczególnie tu staram się nie pisać o polityce i wyrażać własnych poglądów czy zdradzać preferencji, choć za pewne ci, którzy mnie prywatnie znają, wiedzą, jakie one są.
Mimo to ani ja się nie uważam i mam nadzieję, że nie jestem określany jako „radical” ;)
Nie agituję, dlatego też nie wspomnę o wielu sprawach i sprawkach polityków, których „wolę mniej”, a przyczepię się tylko do tytularnych kwestii. Ugryzę się także w język, aby nie podać zbyt wielu argumentów przeciw tym, o których wspomnę, co najwyżej wyrażę moje zdziwienia oraz na koniec postawię kilka pytań otwartych, bez odpowiedzi…

Może będzie to przyczynek do jakiejś refleksji.
Wawel w tytule pierwszy, jednak zacznę od Smoleńska i wcale nie od katastrofy.
Szczególnie przed każdymi wyborami wiele osób, ze mną na czele, śmielej ujawnia swe preferencje, wrzuca cudze memy, nie tylko z niechęci, ale często jako coś po prostu bardzo zabawnego ;)
„Budzą się również demony”, jak takie, że Prezydent pilotował samolot i w ogóle po co tam leciał itd., itp.

Zwolennicy Komorowskiego płaczą nad przegraną, wspominają go i innych, jako „wspaniałych mężów stanu”, a tego, na którego sami nie głosowali, ośmieszają i krytykują, zanim ten cokolwiek miał szansę uczynić. Nie godzę się na to i dziwi oraz smuci mnie to, bez względu na to, kim byłby nowy prezydent.
Stawanie po jednej ze stron, bez względu na merytoryczne argumenty, czyni z tego drugiego paskudę, zdrajcę, oszołoma, człowieka niegodnego do reprezentowania kraju.
Tak też było według wielu przed pięciu laty, gdy 10.04. Prezydent poleciał i zginął w Smoleńsku.
Niektórzy mówili „po co tam leciał”, „przecież premier był trzy dni wcześniej”, „po co się miesza”.
Otóż moim zdaniem Prezydent jest od tego, aby w takie miejsca i na takie uroczystości przybywać.
Rzecz jasna, w normalnym kraju, którym niestety nie jesteśmy, rządowy samolot by na takie lotnisko nie poleciał. Ale dla przeciwników Ś.P. Prezydenta, to tyczyło się tylko jego, a nie Tuska.
Prezydent miał prawo i obowiązek moralny, tam być.
Tyle o Smoleńsku i Katyniu, choć niektórzy pewnie z tego powodu będą rozczarowani.

 

Druga sprawa to Wawel i pochówek Prezydenta w Kryptach.
Sam nie myślałem wówczas, że to w ogóle jest możliwe.

Nie dlatego, że to ten czy inny prezydent, że to współczesny prezydent, tylko po prostu dlatego, że nie ma tam miejsca.

A jednak się znalazło.
Pięć lat temu były środowiska, które przeciw temu protestowały. Czy słusznie? Mówili, że ten prezydent niegodny królów i że spoczywają tam tylko królowie. Oba argumenty są niesłuszne.
Po pierwsze nie pisząc źle o tych, którzy nie żyją i nie mogą się bronić, spoczywają w spokoju tam tacy, którzy objęli urząd przez ówczesny zamach stanu czy byli zdrajcami albo naprawdę mizernymi królami. Spoczywają tam i tacy, którzy byli na carskim utrzymaniu.
Spoczywają tam nie tylko królowie.

I nie ujmując nic generałowi Sikorskiemu, bo nie ku temu okazja, czy był on tak wielkim mężem stanu, żeby dorównać choćby Batoremu?

No właśnie, Batory nawet nie Polak ;)
Dziś mało kto podważa prawo marszałka Piłsudskiego do pochówku na Wawelu. Ja też. Jednak szkoda, że te osoby nie pamiętają albo nie wiedzą, jakie były protesty, gdy go tam chowano… Za przewrót majowy, Berezę i parę innych.

Prezydent Kaczyński z pewnością nie miał takiego wkładu w polską państwowość, jak marszałek, ale nie miał również kilku takich obiektywnie można rzec negatywnych zasług, jak ten pierwszy.


Moim zdaniem słusznym i obiektywnym uzasadnieniem, dlaczego Lech Kaczyński jest godzien i zasłużył na spoczynek na Wawelu jest to:
"Nie głosowałem na niego, nie głosowałbym w kolejnych wyborach, ale był wielkim polskim patriotą (...), zginął na posterunku, wypełniając misję państwa polskiego, a dla milionów Polaków był, jest i będzie bohaterem narodowym" - zaznaczył Marcin Meller – człowiek, który sympatykiem prezydenta, jak sam to stwierdził, nie był.


A teraz dla odmiany Kazik:
Nadal uważam, że Lech Kaczyński był najlepszy. Choć nie ukrywam, że także ze względu na brak konkurencji. No bo kto? Jaruzelski? Wałęsa? Kwaśniewski? Na pewno nie. Kaczyński miał parę takich dni, podczas których był naprawdę wielkim politykiem. Weźmy np. Gruzję. Dotarło do mnie niedawno, że on tam właśnie dzięki swojej inicjatywie i kilku swoich kolegów po fachu, powstrzymał rosyjskie wejście do Tbilisi. Bo inaczej się zdobywa zwykłe miasto, a inaczej sytuacja wygląda, gdy w tym mieście jest kilka głów państw. Tu już nawet Rosja Putina nie mogła sobie na ten rodzaj ruchu pozwolić.
Miał też kilka wpadek. Ale trzeba pamiętać, że Lech Kaczyński musiał przeciwstawiać się kolosalnej agresji mediów. Miał wyjątkowo zły PR i nic dziwnego, że czasem potrafił się zdenerwować i obrazić za coś, co nie było tego warte. Komorowski jest traktowany przez media znacznie, znacznie łagodniej.

 

Dobrze, że nie mogę oprzeć się na cytatach, zarazem powstrzymuję od konkretnych innych argumentów za, typu obniżanie podatków itp.


Za czym tak już tęsknią i lamentują zwolennicy odchodzącego prezydenta? Czym się tak zasłużył? Odsłonięciem pomnika poległych w walce o Warszawę najeźdźców bolszewickich (toż to skandal), prawdopodobnymi związkami z WSI (jako jedyny z PO głosował przeciw) czy podpisywaniem w ciemno każdej rządowej ustawy, a kilku podnoszących podatki, w pierwszej kolejności?

To jest to pierwsze pytanie otwarte, nawiązujące do tytularnych bolszewików- tych z Ossowa, rzecz jasna, bo niczego nie insynuuję.

 

Ktoś inny może tęskni i dobrze wspomina prezydenta Kwaśniewskiego?
Za co? Za blokowanie obniżania podatków?

Czy za pijaństwo na polskich mogiłach w Charkowie?

Nie rozumiem według jakich kryteriów ocenia się głowy państwa.
Chyba Kazik także wspominał i uświadamiał tym, którzy machają na to ręką…
Gdyby głowa takiego państwa jak np. Izrael pojawiła się w Auschwitz z „wirusem filipińskim”, to byłby to niebywały skandal. A u nas to prawie norma, nad którą się przechodzi do porządku dziennego.

 

Tu nie ma polityki- wbrew pozorom. Nie agituję, nie namawiam, podpieram się cytatami osób trzecich, które same nie określają się jako zwolennicy np. Ś.P. Prezydenta.

 

W krytyce i nienawiści trzeba się opamiętać oraz patrzeć na twarde fakty, nie zaś przekaz marnych mediów i wielu jeszcze marniejszych dziennikarzy, tworzących nie bez powodu zakłamany obraz rzeczywistości.
Te wybory, i nie chodzi tu tylko o poparcie dla Andrzeja Dudy, ale przede wszystkim Pawła Kukiza pokazały, że nie jest aż tak kolorowo w tym „kraju nad Wisłą”, a w propagandę prawie wszyscy, to wierzą… ale w Rosji.

 

Zaś na sam koniec, wracając do pierwszego poruszonego tematu/ hasła- SMOLEŃSK.
Nie jestem w stanie pojąć, jak ludzie uważający się za inteligentnych i z pewnością w wielu przypadkach inteligentni, mogą uważać, że sprawa tzw. katastrofy jest załatwiona i rozwiązana. Niezależnie od tego czy w Smoleńsku był zamach, czy nie, czy spadł sam, czy ktoś mu pomógł- jak ktokolwiek może uważać, że wszystko jest wyjaśnione i jasne, jeśli nie ma wraku, nie ma czarnych skrzynek (oryginałów nagrań), jeśli badania na obecność materiałów wybuchowych zostały przeprowadzone po latach od katastrofy i w reszcie- jeśli nawet prokuratura wojskowa jeszcze nie zakończyła śledztwa???
Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, nie wiem jak było, bo prawie nikt wiedzieć nie może, skoro ani dowodów w sprawie nie ma, ani śledztwa nie zakończono.

 

W Polsce mamy takie zasady, że jeden rzuca się na drugiego, że jeden gardzi drugim, że się obrażamy i nienawidzimy.

Pobudka, opamiętajmy się, i myślmy samodzielnie…

 

Bartosz Siedlar

 

 

Wiadomości