Error. Page cannot be displayed. Please contact your service provider for more details. (9)

Polskie miasto Lwów...

Analizując słowa i frazy wpisywane w wyszukiwarki, po których trafiacie na tę stronę znalazłem i takie jak wyżej pytanie.


Sam niegdyś zadawałem je sobie, zastanawiając się przypadkiem czy nie jest tak, że tęsknimy za czymś, co nam się nie należy, co nasze nie jest.
Poniższy tekst powinien wielu osobom wyjaśnić, wiele osób tylko umocnić w przekonaniu o "POLSKIM LWOWIE", a zarazem pokazać, jak to się stało, że Lwów i te ziemie znalazły się pod naszym- polskim panowaniem.


Wszyscy, którzy nie dostrzegają i nie cenią wyższości Polski- Korony, a w końcu Rzeczypospolitej pod względem ustrojowym, jako "tworu" wyjątkowego, ponad niektórymi z naszych "sasiadów", niech wiedzą, że Ruś Czerwona czy Mała, z niedawno wówczas powstałym Lwowem nie została podbita, zagrabiona, zdobyta i wyrwana Rusi siłą, a stała się częścią Korony- Polski na drodze sukcesji. Oczywiście XIV wiek nie zwalniał Kaziemierza Wilekiego z konieczności walki o ziemię należne mu, właśnie w wyniku sukcesji.


Ale czy Lwów to polskie miasto?


To kwestia na długie i niejedno opracowanie, ale w moim przekonaniu jednoznacznie i bezwględnie -tak. <strong>Lwów to polskie miasto.

Może nie w dosłownym- dzisiejszym tych słów znaczeniu, bo w końcu leży w granicach Ukrainy, jednak pod względem wkładu w stworzenie tego wyjątkowego miejsca, architektury, rozwoju, budowy jego piękna, bogactwa i potęgi kulturalnej i naukowej -tak. Należy tu dostrzegać wielokulturową ludność Lwowa, obok Polaków, Ormian, Żydów, Niemców, Rusinów i innych, ale to właśnie w tej wyjątkowej Rzeczypospolitej taki tygiel kulturowy mógł funkcjonować. I poza okresem zaboru austriackiego, gdy to powstał niegrzeszący urodą ratusz oraz sporo ciekawych kamienic, to co we Lwowie odwiedzając go dziś nas zachwyca, to jednoznacznie "polski Lwów".
I jestem dumny z tego, że Lwów jest polskim miastem...

Związki Rusi Czerwonej i Lwowa z Polską

Usłyszałem kiedyś opinię, że Lwów i Kresy słusznie nie leżą już w granicach Polski- Rzeczypospolitej, bo to ziemie zagrabione i okupowane przez Polskę przez setki lat. W tej opinii do jednego worka zostały wrzucone zarówno Dzikie Pola, jak i Wołyń, Podole czy właśnie Lwów. Co ciekawe, w logice oceniania prawa do ziem na podstawie granic sprzed 1000 czy 800 lat zabrakło tej osobie konsekwencji polegającej na uznaniu Pomorza Zachodniego czy Dolnego Śląska za ziemie polskie. Bo przecież za czasów Bolesława Chrobrego i później, wymienione wyżej ziemie, jak i pewna część byłego NRD leżała w granicach jego państwa, a Lwów czy tereny, na których go założono- faktycznie nie.


Nie jestem historykiem, co może obniżać moją wiarygodność, ale jako Polak, tęskniący za Kresami, jeżdżący na wschód, dużo czytający, mam prawo do własnej opinii. Traktuję tamte dawne czasy, jako okres formowania się państw. Jedne znikały, inne powstawały czy rozrastały się. Były to też czasy, jak i długo później, gdy brak i zmiana władcy powodowały starania wielu, o władzę nad krajem czy terytorium.
Tak się też stało z Rusią Halicko- Włodzimierską (Wołyńską).
Silna walka o wpływy między Polską, Węgrami i konkurującymi ze sobą Rurykowiczami rozpoczęła się już w XII wieku.
[Gorąco polecam „Dzieje Kresów” wydawnictwa „Kluszczyński”, gdzie w sposób wyjątkowo trafny, przystępny, zrozumiały i ciekawy opisano ten okres].

Z drugiej strony, między dynastią Piastów, a Rurykowiczami istniała tradycja wzajemnych małżeństw. Takie związki miały miejsce już w czasach Chrobrego.

...i tak Daniel Halicki (Rurykowicz)- założyciel Lwowa (kto był we Lwowie pewnie widział pomnik „Danilo” na koniu- to on) był wnukiem Bolesława Krzywoustego, a Jerzy, który na początku XIV wieku zasiadł na tronie halickim (wnuk Daniela, zarazem jedyny syn Lwa) wziął za żonę siostrę Władysława Łokietka.
Synowie Jerzego- Andrzej i Lew II również utrzymywali na podobnych zasadach bliskie relacje z Polską- swoją siostrę Marię wydali za mąż, za sprzymierzeńca Łokietka, Trojdena I- księcia czerskiego (z Mazowsza).
W tym czasie dodatkowym bodźcem do silnych związków Rusi z zachodem, za pośrednictwem Polski była próba przymierza przeciwko Złotej Ordzie.
Obaj bracia- Andrzej i Lew II zostali otruci- ponoć przez własnych bojarów w porozumieniu z Tatarami. O fakcie tym w 1323 roku informował papieża Władysław Łokietek, alarmując zarazem aby nie dopuścić do zajęcia przez Złotą Ordę całej zachodniej Rusi. Andrzej i Lew nie pozostawili męskiego potomka i w ten sposób ich dynastia wygasła.

...I w tym momencie na tron został wybrany najbliższy możliwy krewny- siostrzeniec zmarłych braci- Bolesław Trojdenowicz- najstarszy syn Piasta mazowieckiego Trojdena i Marii (córki Jerzego Lwowicza). Książe przyjął chrzest prawosławny i imię dziadka- Jerzego. W objęciu tronu, wobec konkurentów musiało mu „pomóc” wsparcie węgiersko- polskie. Zachodnia Ruś zerwała z dynastią Rurykowiczów. Co ciekawe, była wówczas nazywana „Małorusią”.
Książe Halicki- Bolesław Jerzy Trojdenowicz- pozostawał w ścisłych związkach z rodziną na Mazowszu. W Płocku wziął ślub z córką władcy Litwy- Giedymina. Natomiast, druga córka Giedymina została wydana za Kazimierza Wielkiego, więc związki dynastyczne poszerzyły się jeszcze bardziej.

Trojdenowicz w Haliczu otwierał Ruś na zachód, w jego kancelarii posługiwano się łaciną, zaczęto lokować miasta na prawie niemieckim. Napływali rzemieślnicy i kupcy z Polski i Niemiec, głównie do Lwowa.
W 1338 roku Jerzy Trojdenowicz zawarł układ z kuzynem, Kazimierzem Wielkim, który przewidywał między innymi, że w razie jego bezpotomnej śmierci, władza przypadnie właśnie Kazimierzowi. Miało to na celu zarówno uchronienie Rusi Zachodniej przed uzależnieniem od Złotej Ordy, jak i zapobieżenie walkom o władzę oraz płynne jej przejęcie w ramach dynastii.
W 1340 roku Jerzy Trojdenowicz- Piast- został otruty i formalnie władza na Rusi Halicko- Włodziemierskiej (Wołyńskiej) trafiła do króla polskiego- też Piasta. Jednak ze względu na ekspansję Litwy oraz interesy części bojarów i Złotej Ordy, do końca panowania nie udało mu się przejąć całego należnego mu terytorium. Zaowocowało to podziałem na część wołyńską- litewską i halicką- polską. Sytuację tę zmienił dopiero następca Kazimierza Wielkiego- Ludwik Andegaweński, do 1377 roku. W ten oto sposób w połowie XIV wieku, za panowania Kazimierza Wielkiego niespełna stuletni Lwów znalazł się w granicach Polski i na sześć wieków stał się „polskim miastem”. W 1356 roku Kazimierz Wielki ulokował miasto w nowym miejscu na planie magdeburskim. Powstawały kościoły: Katedra (1360), Dominikanów (1370), Franciszkanów (1372). Na całej Rusi Halickiej Kazimierz budował zamki.
Dlaczego na sześć wieków? Pierw ze względu na przynależność do państwa polskiego- Korony i Rzeczypospolitej, później mimo zaboru austriackiego Polacy nie dość, że trwali, to tworzyli i w decydujący sposób wpływali na charakter tego miasta, stanowiąc zarazem jego esencję. Dopiero II wojna i czasy stalinowskie w sposób zupełnie sztuczny i brutalny zmieniły ten stan.
Oczywiście mówiąc o polskim Lwowie, mam na myśli jego oblicze- bogactwo kulturowe wniesione przede wszystkim przez Polaków, ale i Żydów (polskich i niepolskich, bo część z nich czuła się Polakami, część nie), Rusinów, Niemców, Ormian i innych.

Trudno i niemożliwe wręcz jest przekreślenie kilkuset lat bogatej historii, również nie w ramach „samej” Polski, a Rzeczypospolitej „obojga”, a tak naprawdę wielu narodów, bo przecież nie ograniczajmy się do „trojga”...


I nawet jeśli tysiąc lat temu ziemie, na których leży Lwów znajdowały się na „kresach” Rusi Kijowskiej- a tak naprawdę na terenach ciągłej rywalizacji sąsiednich państw- to nie można wymazać przeszło pół tysiąca lat historii, jak to ma miejsce choćby na Kopcu Unii Lubelskiej. Czyni się to podwójnie- raz nie nazywając Kopca Unii Lubelskiej jego nazwą, a Wysokim Zamkiem, ponownie treścią tablicy, na której mowa o zamku obronnym „staro-ukraińskich” książąt przed XIV wiekiem, następnie o oblężeniu Lwowa przez Chmielnickiego i zdobyciu „zamku” przez Krzywonosa. Kolejny wart uwagi moment to rok 1991- rok uzyskania przez Ukrainę niepodległości.
A gdzie odrobina prawdy o tym, co działo się przez sześć wieków?


Przemilczenie na Kopcu Unii sześciu wieków historii, to tak jakby we Wrocławiu, Szczecinie czy Gdańsku, bez względu na to ile wieków znajdowały się te miasta w Polsce, ile poza nią (każdego dotyczy inna sytuacja), nie zauważać niemieckich domów, kościołów- tych stojących obok polskich domów i kościołów.
W Kamieńcu Podolskim na zamku do niedawna (od 05.2008 może to się zmieniło) nie było ani słowa o Polakach, Polsce czy Rzeczypospolitej. To tak, jakby turysta w Malborku nie mógł się dowiedzieć, że to krzyżacki zamek, tylko po prostu „zamek- zamek”.
Być może jest to syndrom świeżo uzyskanej niepodległości i z tym związanego nacjonalizmu, ale choć Rzeczpospolita nie była własnym państwem Rusinów- Ukraińców, to nie była też państwem zupełnie im obcym i wrogim. Gdyby tak patrzeć, to Chmielnicki zanim zasłużył na tytuł bohatera narodowego, musiałby zostać uznany za zdrajcę Ukrainy.

Dlatego tym bardziej cieszy skromna ekspozycja na chocimskim zamku, gdzie w niewielkiej sali wiszą sztandary polskie i kozackie, znajduje się popiersie Chodkiewicza z informacją, że urodził się w „polskiej rodzinie szlacheckiej”, a w głębi wystawiono obraz (jego wartość artystyczną pozostawię bez komentarza) na którym bez trudu można dostrzec wojska polskie i kozackie wspólnie pokonujące Turków.
Czyż to nie piękne, że ktoś zdobył się na odrobinę prawdy i uczciwego podejścia do naszej wspólnej historii w ramach Rzeczypospolitej? Ja takie gesty bardzo doceniam.

Mam nadzieję, że wbrew logice, wraz z upływem czasu, ale za to dzięki zabliźnianiu się ran, zanikaniu granic i nacjonalizmów wywołanych świeżo uzyskaną niepodległością, otwieraniu Ukrainy na Świat, to co polskie we Lwowie i na całych Kresach nie będzie niszczone, negowane i nie zostanie wymazane z pamięci.
Mam przez to też nadzieję, że w takich okolicznościach nasza, jak i wielu innych walka o „ocalenie od zapomnienia” nie okaże się beznadziejna.

Polacy do Lwowa powoli wracają i wracać będą. Polacy mogą przyjeżdżając wypoczywać, zwiedzać i podziwiać to, co po sobie przez te sześć wieków obecności i tworzenia tego pięknego miasta pozostawili. Przecież Lwów od Warszawy czy Krakowa dzieli podobny dystans co Wrocław czy Gdańsk.
Polacy mogą też powracać kupując mieszkania, otwierając sklepy i inne „biznesy”, „PRAWIE” jak za czasów Trojdenowicza i Kazimierza Wielkiego. Tylko szkoda i łezka w oku się kręci, bo w tym przypadku, a nie jak w reklamie „prawie” robi naprawdę wielką różnicę.

 

Bartosz Siedlar

Wiadomości