403 Forbidden

403 Forbidden


nginx
sier
21
2014

skrzydła husarskie i ich mocowanie

Artykuł ten i moje rozważania nie mają na celu atakowania autora pewnych teorii dotyczących tychże skrzydeł czyli dr Radosława Sikory, choć miałbym ku temu osobiste powody. Ograniczę się tylko do argumentów merytorycznych i kwestii praktycznej.

 

Husaria ze skrzydłami na Rulonie Polskim.

 

O skrzydłach husarskich wspomniany dr Sikora napisał dużo i w większości kwestii zgadzam się z jego poglądem.

Mimo krytycznego podejścia części rekonstruktorów czy muzealników, wobec Sikory, zgadzam się również z zastosowaniem skrzydeł w boju. Dowody w postaci źródeł pisemnych, jak i ikonograficznych potwierdzają to jednoznacznie. Oczywiście nie jednoznacznie w sensie takim, jakoby zawsze i wszyscy husarze mieli skrzydła w boju, ale często część z nich tak. Wiadomo też, jakie te skrzydła były. Proste, krótkie, mocowane "w okolicach" siodła, zaś w późniejszym okresie również mocowane do naplecznika czyli "pleców" zbroi husarza.

O tym nie piszę tak dokładnie, bo nie ma takiej potrzeby. To dokładnie opisał dr Sikora i tu z nim jest zgoda, tak w kwestii źródeł, dat, formy/ kształtu tych skrzydeł. Tu mimo wszystko polecam lekturę jego artykułów i książek.

 

Husarze ze skrzydłami pod Kłuszynem

 

Warto też wiedzieć i poczytać o kształcie i liczbie skrzydeł.

Zazwyczaj pojedyncze, bo w boju skrzydło po tej samej stronie co kopia czy szabla przeszkadzałyby w boju. 

Najpewniej dlatego husaria do boju miała jedno skrzydło, które też wbrew temu co część rekonstruktorów praktykuje i co ukazują obrazy z okresu jednak "posthusarskiego", nie było wysokie, wygięte w kształt znaku zapytania.

Sam nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego przy obecnym stanie wiedzy, i łatwości dostępu do niej, nadal niektórzy odtwórcy praktykują to niehistoryczne "upiększanie" husarii, aby wyglądała "lepiej" niż faktycznie.

Ale mniejsza o to.

 

Husarze ze skrzydłami pod Chocimiem (1673)

 

Zdecydowałem przelać na elektroniczny papier tych trochę słów o skrzydłach w związku z tym, że z pewnymi tezami czy rzekomymi dowodami dr Sikory po prostu trudno się zgodzić i nie jestem w tym odosobniony.

 

Już wcześniej słyszałem od nie byle kogo, ale nie zwracałem się o zgodę na podanie personaliów do tej osoby, w związku z czym poprę to tylko moimi wątpliwościami, że dr Sikora segreguje czy dobiera dowody, korzystne dla jego tez, w celu ich uzasadnienia i niekiedy zagalopowuje się w udowadnianiu swojej "jedynie słusznej" tezy, ignorując dowody przeciwne.

Inną sprawą są też kwestie praktyczne tj realizacji tego, co opisuje dr Sikora.

 

Mam tu na myśli rzekomy opis i dowód mocowania skrzydeł/ skrzydła husarskiego w okolicach siodła.

Faktycznie za "Ospreyem" niektórzy husarze, mocując skrzydło przy tylnym łęku, wykorzystują nazwijmy to mufę zamocowaną przy siodle, w którą wsuwa i mocuje się skrzydło. Sam też tak czynię. Rzeczywiście nie widziałem źródła, pokazującego, jak takie mocowanie wyglądało. Po prostu na więszości ilustracji tak drobngo elementu nie widać, skoro przedstawia się ogólną postać husarza czy całej bitwy lub inną scenkę sytuacjyną. Jeśli taki element był, to miał on wymiar mniejszy od paczki współczesnych papierosów czy telefonu komórkowego.

Natomiast z tych ogólnych informacji wyraźnie widać, że skrzydło często umiejscowione było tuż za plecami husarza.

Co to oznacza? Że musiało być mocowane mocno i sztywno, ponieważ w przeciwnym razie, w ruchu konia, wpadało by ono w oscylacyjny ruch przód- tył i/ lub na boki, a co za tym idzie, musiałoby uderzać husarza w plecy, ramię, głowę.

Chyba każdy "współczesny" husarz, który miał do czynienia ze skrzydłami mocowanymi przy tylnym łęku i w ogóle ze skrzydłami potwierdzi, że skrzydło mimo stosunkowo niskiej masy, rzędu kilkuset gramów, ma tę masę jednak na tyle dużą, a co za tym idzie bezwładność, że siły działające ma mocowanie też są zaskakująco duże.

Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, liczę na kontakt i zgłoszenie "votum separatum".

Źle czy niewystarczająco zrobione mocowanie może wyrwać się z siodła, a na pewno poluzować.

Przy skrzydle mocowanym i prowadzonym blisko pleców husarza, nie ma miejsca na luz i możliwość przypadkowego ruchu. 

 

Husarz (ja) ze skrzydłem "prawidłowym wg R. Sikory (stan na rok 2009)

 

Jeszcze kilka lat temu dr Sikora, zanim został doktorem, "wyznawał" wersję skrzydła mocowanego przy tylnym łęku, na co wskazywały źródła ikonograficzne, tyle że nie było pewności, jak to mocowanie wyglądało. Panowało domniemanie, że może zgodnie z wizją "Ospreya". Dlatego też wówczas, właśnie w porozumieniu z R. Sikorą zrobiłem takie skrzydło i mocowanie, które w styczniu 2009 przez R. Sikorę zostało uznane przez R. Sikorę za prawidłowe.

Zauważę również, że w ten sposób stałem się pierwszym lub jednym z pierwszych husarzy, w ten sposób mocujących skrzydło. 

 

Lata upłynęły, w sumie już pięć, Radosław Sikora zapracował na tytuł doktora, z czego można wnioskować, że poziom jego już wówczas dużej wiedzy, jeszcze się podniósł. ...A tymczasem dr Sikora zaczął twierdzić, że takie mocowanie skrzydła "to BŁĄD". Niby dlaczego???

Uzasadnieniem i dowodem ma być jeden/ dwa obrazki koni husarskich, bez jeźdźca ze skrzydłami mocowanymi w okolicy siodła, ale w zasadzie nie wiadomo do czego, za pośrednictwem rzemieni.

Ilustracja w artykuje dr Sikory podpisana jest "mocowanie skrzydeł przy siodłach".

Opatrzone jest to dodatkowym komentarzem, że tak należy mocować skrzydła, że inaczej jest mniej więcej niehistorycznie i że nikt tak nie mocuje...

W tym miejscu dr Sikora nie dostrzega i głuchy jest na inne źródła i dowody czy poszlaki, które wykluczają takie rozwiązanie.  Wykluczają takie rozwiązanie tym bardziej, jeśli dr Sikora twierdzi, że mocowanie rzemieniami pozwalało na elastyczne mocowanie skrzydła, dające mu swobodę ograniczonego ruchu, co skutkowałoby płoszeniem koni przeciwnika, nieprzywykłych do takiego widoku.

O braku możliwości swobodnego ruchu skrzydła pisałem wyżej. Nawet gdyby w wyniku działania sił mocowanie nie luzowało by się coraz bardziej, to uderzałoby husarza w plecy, co trudno sobie wyobrazić.

Po drugie dr Sikora twierdzi, że przedstawił sposób mocowania skrzydeł - ukazując ilustrację, którą ja też pokazuję. 

Jakiś sposób to jest, ale trzeba wziąć pod uwagę, że są to konie bez jeźdźców, być może osiodłane paradnie, tylko na paradę, do prezentacji bez jeźdźca lub z jeźdźcem, ale w stępie.

Na większości, jeśli nie wszelkich innych źródłach ikonograficznych, tam gdzie nie widać sposobu mocowania, widać tylko, że skrzydło mocowane jest pod innym kątem, tuż za plecami husarza.

To wyklucza takie samo mocowanie, jak na rycinie dowodzącej sposób mocowania (konie bez jeźdźca), a tym bardziej mocowanie elastyczne.

Ponadto uważam, że jak na tytuł naukowy, wiedzę i dokonania dr Sikory, pokazanie pojedynczego źródła i to w kontekście niebojowym, oraz stwierdzenie, że przedstawia on sposób mocowania skrzydła, to trochę za mało...

Jeśli od 2009 roku Pan Sikora doszedł do nowych wniosków, odkrył czy uwzględnił nowe źródła, "przedstawia" nowe tezy poparte jakimś dowodem/ źródłem i nazywa to sposobem mocowania, powinien napisać czy narysować coś więcej.

Tym bardziej, jeśli decyduje się na uwagę, że nikt tak nie mocuje czy nie spotkał się z tym, aby współcześnie ktoś tak mocował. Naukowiec, jak mi się wydaje, w ramach swoich badań powinien nie tylko stwierdzić jak i poprzeć to dowodem, ale przeprowadzić szczególnie w takim przypadku, dowód, badanie i zderzyć swoje twierdzenie z praktyką.

Szczególnie, że dr Sikora takie możliwości posiada. Współpracował i współpracuje on z grupami odtwórstwa historycznego. 

 

 

 

Obrazek przedstawiający "jedyny prawdziwy" (wg dr Sikory) sposób mocowania skrzydeł, który dodatkowo miał umożliwiać skrzydłu poruszanie się względem konia i jeźdźca, co miało rzekomo dodatkowo płoszyć wrogie konie.

 

W temacie husarii, jak i zapewne każdym innym, lub prawie, są rzeczy oczywiste, które widać, które wiadomo jak zrobić czy wręcz nie trzeba próbować, aby uznać to za prawdziwe. W tym przypadku, dla niemalże każdego, kto ze skrzydłami husarskimi w praktyce miał do czynienia, wydaje się to wątpliwe jeśli nie niemożliwe, już na pierwszy rzut oka.

Przedstawiony wizerunek z konkretnej niebojowej sytuacji, nie pokrywa się choćby z kątem czy bliskością skrzydła względem pleców husarza z większości innych ilustracji historycznych.

Dr Sikora twierdząc, że było tak, a nie inaczej, przedstawiając zarazem na poparcie tego rysunek z bardzo małym i niewyraźnym mocowaniem skrzydła, chcąc poprzeć i udowodnić swoją tezę, powinien czy zrobić powiększenie czy rozrysować to "coś", co zdaniem badacza jest "tym czymś". Wówczas każdy kto chce być zgodnym z rzekomym historycznym wizerunkiem, mógłby to wykorzystać czy sprawdzić.

Reasumując, przedstawiając tak niewielki wizerunek, w pojedynczym przypadku, niewyraźny, niemożliwy z zrekonstruowania, dr Sikora pokazuje, że tak naprawdę nie wie, jak to mocowanie wyglądło.

Bo nawet gdyby przypatrzeć się temu wizerunkowi, nadal nie znamy odpowiedzi na pytanie, do czego, do jakiej części siodła rzemienie miały być mocowane, czy i jaki był tam ukryty szkielet konstrukcji czy jaka część.

Można wysnuć wniosek, że dla dr Sikory w tym przypadku jednoznaczne napisanie, że tak było historycznie, a inaczej to błąd, bez podania jednoznacznego dowodu i potwierdzenia tego w praktyce, to poszukiwanie sensacji oraz chęć zabłyśnięcia. Tylko czy polskiemu doktorowi to wypada? Czy nie warto nawet poczekać, sprawdzić, jeszcze poszukać, zamiast przedstawiać "takie" dowody i o zgrozo domniemywać, że tak mocowane skrzydło mogło "się gibać", by straszyć konie przeciwnika, zarazem tłuc husarza po jego szacownym husarskim "łbie"??? ;)

 

Wiem, może jestem trochę złośliwy, ale ta kwestia bardzo mierzi i aż kłuje w oczy, tym bardziej, jeśli ktoś wiarygodny, dodatkowo podpierający się zaszczytnym i wypracowanym tytułem doktorskim, pisze tak niepewne i nieudowodnione z uwzględnieniem wszelkich za i przeciw, rzeczy.

Ta moja dociekliwość, ale i lekka złośliwość nie jest podyktowana moimi osobistymi stosunkami z dr Radosławem Sikorą. Gdybyśmy byli w bardziej bezpośrednich relacjach, pisałbym też o tym w prywatnej korespondencji, choć z drugiej strony, jeśli ten publikuje takie tezy i "dowody" to czemu innego punktu widzenia, nie miałbym przedstawiać publicznie?

 

Bartosz Siedlar

 

 

 

statyczne - Ogólne
Wiadomości